poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Lista sędziów, prokuratorów, i innych osób

Zdecydowałam się na nowa odsłonę tego prywatnego bloga. Celem bloga LEGAL KIDNAPING IN UE (2014-2020) zawsze była i będzie pomoc rodzinom na terenie całej Unii Europejskiej.

Pomoc zawsze była i będzie BEZPŁATNA!

Do tej pory opisywałam tylko swoją historię, którą i tak będę w miarę możliwości uzupełniać. Historię zakończoną niemierzalną tragedią rodzinną - zabraniem dzieci i przetrzymywaniem z dala od rodziny. Trudno wyobrazić sobie większą tragedię dla dziecka. Trudno wyobrazić sobie większą tragedię dla rodzica, który kocha swoje dzieci. Według mojej oceny tylko śmierć i wojna jest tragiczniejsza. Zabranie dziecka od kochanych osób to dla tego dziecka trauma na całe życie. Nie da się tak poprostu "wykasować" pamięci i żyć "normalnie". W miarę upywu czasu rana w sercu chociaż się zabliźnia, ma wływ na każdą decyzję w życiu małego czy młodego człowieka. A później w życiu dorosłym determinuje wybór zawodu, partnera, itp. Zmienia się całe życie takiej rodziny. I dziecka. I rodziców.

 

To tragedia sama w sobie, której trzeba zapobiec w jak najwcześniejszym etapie. Powołane instytucje państwowe, których działanie pokrótce jest opisane na tym blogu, nie spełniają jak do tej pory (rok 2020) swojej ustawowej roli. Zamiast pomagać, to te instytucje stają się agresorem i przyczyną utraty zdrowia i środków do życia przez rodziny, którym rzekomo pomagają. Wyjątkami są osoby na stanowiskach w instytucjach pomocy dzieciom, wspierających ich edukację i rozwój, które rzeczywiście spełniają powierzone im zadania. Smutnym jednak jest fakt, że takie prawidłowe działania zdarzają się bardzo rzadko, a dominujące jest zastraszanie rodzin. Dlatego też zdecydowałam się upublicznić coś w rodzaju listy imiennej osób, które tej pomocy nie udzielają, co więcej - wrecz szkodzą.

 

Założyłam nową sekcję zatutyłowaną "SĘDZIA SĄDU REJONOWEGO", w którym zamierzam ujawniać imiennie osoby zatrudnione w służbie cywilnej na stanowiskach sędziów w wydziałach rodzinnych, którzy zawiedli przynajmniej w jednej sprawie o umieszczenie dzieci w pieczy zastępczej.

Kolejna sekcja "INNE ODPOWIEDZIALNE OSOBY" zawierać będzie coś w rodzaju listy imiennej innych osób odpowiedzialnych w konkretnych sprawach sądowych, zakończonych bezprawnym zabraniem dzieci.

 

Zawsze pojawienie się nowej osoby w obu sekscjach będzie poparte dokumentami, które opublikuję od razu z wyjaśnieniem udziału danej osoby w sprawie zabrania dzieci, lub ukrywania osób winnych, albo w późniejszym terminie, jeśli będzie tego wymagało dobro śledztwa. Domniemaniem jednak każdej osoby z tej sekcji będzie czynny lub bierny udział w tych sprawach, a najlżejszymi zarzutami będą najprawdopodobniej "nadużycie uprawnień" albo "niedopełnienie obowiązków służbowych".


W przyszłej perspektywie sekcja z imionami i nazwiskami sędziów oraz innych osób, będzie ciągle uaktualniana, z zakresem dat, kiedy orzekali lub uczestniczyli w przecederze zastraszania, zabierania dzieci, lub krycia osób winnych (których wina jest oczywista, wynikająca z posiadanej dokumentacji w instytucjach państwowych lub pozarządowych).

 

 

Osoby poszkodowane proszę o zgłaszanie się przez wskazane formy kontaktu w sekcji "KONTAKT".

Blog ten nie jest skierowany na odpowiedź na pytanie "jak odzyskać dzieci", a jest w zamierzeniu opisem jak zapobiec tragedii. O pomoc w odzyskaniu dzieci możecie się zwrócić do jakiejś fundacji (np. Fundacji im. Dobrego Pasterza).


poniedziałek, 2 marca 2020

Walka o każdy dzień w tragedii rodzinnej - tuż po zabraniu dzieci do domu dziecka

Zapowiedziany wpis o udziale Rzecznika Praw Dziecka, czy raczej Biura Rzecznika Praw Dziecka, niestety znowu muszę przełożyć.


Wnioski do Sądu Rejonowego w Ełku.

Poniżej zamieszam wybrane wnioski do wyżej wymienionej instytucji po 31 maja 2017 roku, czyli po dni mojej największej tragedii w życiu.



Oraz "postanowienie" - potocznie "wyrok" - z Sądu Rejonowego w Ełku w "międzyczasie":

oraz kolejne:


Kolejne zdjęcia już z profesjonalnym komentarzem.

piątek, 14 lutego 2020

Rola Kuratorium Oświaty w Polsce w latach 2013 - 2020 w tragedii rodzinnej

Przed opisaniem braku pomocy, czy raczej bardzo ograniczonej pomocy, ze strony Rzecznika Praw Dziecka w Polsce w latach 2016 - do teraz, opiszę rolę Kuratorium Oświaty w szkolnictwie z punktu widzenia rodzica ucznia szkoły podstawowej.

O tym, jak ważny jest wybór szkoły już chyba nikogo nie muszę przekonywać. Nie warto zdawać się na ślepy los, i wierzyć "że jakoś tam będzie". Owszem, sama jestem skierowana na duchową część ludzkiej natury i wierzę, że Bóg, czy wszechświat podsyła nam odpowiednie osoby. Ale gdzieś jest granica między tym, co ludzkie, a tym co boskie. I moim zdaniem, jeśli jest to możliwe, zawsze warto wziąć sprawy we własne ręce. Okazją do tego, żeby zadbać o dobre samopoczucie, zdrowie i fizyczne i psychiczne naszego dziecka i przede wszystkim najważniejsze w jego życiu poczucie wartości, jest zainteresowanie się tym, do jakiej pójdzie szkoły i jakie będzie miało środowisko rówieśnicze.

Dla bardzo zdolnych dzieci polecam edukację domową.

Typowa polska państwowa szkoła nie jest w stanie zagwarantować edukacji na najwyższym poziomie dla małego geniusza. I to nie przez to, że nauczyciele się nie starają, ale przez tak skonstruowany system edukacji. Jeśli nie macie Państwo szkół prywatnych, albo funduszy na szkołę prywatną, idealnym wyjściem jest "nauczanie domowe" tzw. "edukacja domowa".

W mediach społecznościowych takich jak facebook, czy twitter, możecie zapisać się do grupy rodziców, którzy już wybrali takie nauczanie. Warto poszukać odpowiedzi na swoje pytania w już poruszanych postach, dopytać, czy coś się nie zmieniło w przepisach oraz nawiązać kontakty - może już w waszej miejscowości są rodzice, i moglibyście się spotykać z dziećmi na wspólne "lekcje" czy wycieczki. W gazecie miasta Ełk bodajże w roku 2015 czy 2016 był reportaż o grupie rodziców z nauczaniem domowym, wspólnie organizującymi spotkania dzieci, dając możliwość innym rodzicom pracy zarobkowej w tym czasie.

Wracając do Kuratorium Oświaty, o tym, jak zostałam potraktowana zgłaszając nieprawidłowości w Szkole Podstawowej nr 37 w Białymstoku, u. Jaworowa 8, wg prawnika podlegające nawet pod paragrafy z kodeksu karnego, opisałam wcześniej.

Jednak to nie wszystkie błędy tej nadrzędnej instytucji nad szkołami, jakim jest w Polsce Kuratorium Oświaty w mojej sprawie, doprowadzające do tragedii rodzinnej. I z relacji innych osób wiem, że nie tylko mojej.

Będąc pomiędzy przysłowiowym młotem a kowadłem, szukałam porad wszędzie. Z relacji innych rodziców (szczególnie tej szkoły) i spraw - skarg poprzednich do Kuratorium Oświaty w Białymstoku dowiedziałam się, że to ślepa uliczka. Niestety, chyba jeszcze za mało wiedziałam o tym, jak funkcjonuje "mafia" urzędowa, wierzyłam, że mi się uda. A chwalenie się "ścisłą współpracą" szkoły podstawowej nr 37 w Białymstoku z Kuratorium Oświaty w Białymstoku to nawet coś więcej.

I do dzisiaj nie mogę wyjść z szoku, że to jest "normalne" i społecznie akceptowane. Okazało się bowiem, że to Kuratorium Oświaty dba o to, żeby taka ścisła współpraca miała miejsce. Przez organizację szkoleń dla dyrektorów szkół, nauczycieli, i innych podobnych zebrań dla podrzędnych sobie szkół!

Może kilka słów wytłumaczenia dla tych z Was, którzy nie znają systemu edukacji i moralności w Polsce. Jednostka nadrzędna dla szkoły ma za zadanie głównie sprawdzać jakość nauczania, ale i teoretycznie powinna pomagać rodzicom w dochodzeniu ich praw w szkołach im podlegających. Teoretycznie to strona obrony dla rodzica, kiedy coś niedobrego w szkole się wydarzyło. Instytucja ta powinna też pomagać rodzicom w ich dążeniach do wyegzekwowania od nauczycieli równego traktowania wszystkich uczniów, braku mobbingu itp. Niestety, dając nauczycielom szkolenia, niwelują tą cześć swojej powinności. Nie tylko przestają być neutralni w swoich czynnościach podejmowanych w sprawach między rodzicami a nauczycielami, a stoją po stronie nauczycieli! Jak może się Kuratorium Oświaty przyznać do błędu, jak sami szkolą tych, których mają za zadanie sprawdzać i rozliczać!?

Przypuszczam, że powstanie z tego materiału (dokumenty są do wglądu osób uprawnionych w urzędach) wiele prac magisterskich, doktoranckich, a może nawet profesorskich uświadamiających rolę socjologii na stanowiskach bezpośrednio związanych z rodziną i roli urzędników.

Od 2014 roku nauczona przykrym doświadczeniem, że w urzędach liczą się tylko dokumenty, zaczęłam zbierać dokumenty. Już sam fakt poproszenia nauczyciela o notatkę urzędową, czy inne udokumentowanie pisemne jego słów, zmieniało nastawienie i traktowanie mojej osoby przez tego nauczyciela. I niekoniecznie taką notatkę otrzymywałam. Na domiar złego, zostawałam "oznaczona" jako "problematyczna" co najmniej. Plotka, baza marketingu szeptanego działała też bardzo szybko. Głównie dzięki tym szkoleniom o których pisałam wcześniej.


I paradoksalnie też samo zwrócenie się o coś na piśmie, jest już traktowane przez nauczycieli jako atak. Paradoksalnie dlatego, że bez dowodów na piśmie i innych, np. nagrań dźwiękowych, czy wideo, w sądzie są marne szanse na wygraną. W sądzie, bo zazwyczaj sprawa i tak trafia do sądu, liczą się świadkowie i dowody. A dowody najbardziej. Nie chciałabym sugerować, czy to jest dobra droga do rozwiązania waszych problemów, czy nie jest. Znam ból tego, jak wygląda sprawa w sądzie w Polsce. Na każdą sprawę i problem trzeba i tak spojrzeć indywidualnie. Może znajdzie się jakieś inne niestandardowe, mniej bolesne, rozwiązanie, czego Wam życzę.

Chyba nikogo z Was nie dziwi, że mam nawet po tylu latach wielki żal do do nauczycieli szkoły podstawowej nr 37 w Białymstoku. Bo to nauczyciel - urzędnik powinien właściwie ocenić sytuację, podać pomocną dłoń, i w żadnym wypadku nie straszyć zabraniem dzieci, jak to miało miejsce w naszym przypadku. Może szkoda, że nie nagrywałam wtedy swojego życia, wszystkich wizyt urzędników, czyli nauczycieli, pomocy społecznej, wizyt kuratorów i innych. Miałabym niezbite dowody na to, co jest w dokumentach pewnych instytucji, i jaką nieprawdę urzędnicy są w stanie napisać, żeby... Nie wiem, bo mi się to nie mieści w głowie, ale wydaje się, że jedynym powodem, jest to, żeby nie stracić pracy i zakryć swoje poprzednie błędne decyzje, swoje, lub bliskich współpracowników. I mogą posunąć się do zniszczenia rodziny, takiej jak moja, za cenę ujawnienia.

Ja byłam zastraszana. Bo to już jest "zastraszanie". Odpowiednie paragrafy w kodeksie karnym prawa polskiego podpowie Wam każdy policjant czy prawnik.

Na zakończenie dodam, że do dnia dzisiejszego, tj. 2 marca 2020 roku, nikt do mnie się nie zgłosił, ani z Kuratorium Oświaty w Białymstoku ani ze Szkoły Podstawowej nr 37, żeby w jakiś sposób naprawić szkody.



Tak przy okazji, wybaczcie taką słabą chronologię, ale bieżące sprawy nie pozwalają mi na poświęcenie więcej czasu na wrzucenie dokumentów z instytucji o których piszę. Mam zamiar wrzucić kilka dokumentów z Kuratorium w miarę możliwości w najbliższym czasie. Przypuszczam, że utworzę wpisy dodatkowe, i w tym wpisie tylko dodam link do skanów, czy zdjęć, żeby się nie pogubić w tematach.

czwartek, 6 lutego 2020

Rodzice ucznia vs Kuratorium oświaty

Moja tragedia zaczęła się tym, co się działo w Szkole Podstawowej nr 37 w Białymstoku, ul. Jaworowa 8. Jednostkami nadrzędnymi nad szkołami podstawowymi są: Kuratorium Oświaty i Urząd Miejski - Departament Edukacji.

Nic więc dziwnego, że pierwszymi instytucjami, do których się zgłosiłam z problemami ze szkołą - nauczycielami w szkole, były dwie instytucje:

- Kuratorium Oświaty w Białymstoku, ul. Rynek Kościuszki 9.
oraz
- Urząd Miejski w Białymstoku - Departament Edukacji., ul. Legionowa 7.

Tamtego czasu też, pierwszy raz usłyszałam o "nauczaniu domowym", lub "edukacji domowej", która daje możliwość nauki dzieciom w domu przez rodziców. I co najistotniejsze, w odróżnieniu od "nauczania indywidualnego", to rodzice sami uczą dzieci, lub organizują kogoś do nauczania swoich dzieci, a nie jest to nauczyciel ze szkoły, do której dziecko jest zapisane.


Teoretycznie w tamtym czasie można było zapobiec tragedii. A osoby z Kuratorium Oświaty w Białymstoku, do których się zwróciłam o pomoc, powinny zapobiec dalszemu rozwojowi wydarzeń, a w rezultacie dojścia do tej tragedii rodzinnej czyli zabrania moich dzieci do domu dziecka. Wyrwanie ich z domu rodzinnego. Niestety tak się nie stało. Przyczyny opiszę pokrótce poniżej.

Wybaczcie używanie bardziej urzędowego języka polskiego, ale żaden inny język nie był respektowany przez większość osób, z którymi rozmawiałam z wykształceniem pedagogicznym, a miały za zadanie mi pomóc. A chciałabym, żeby moja historia była przykładem tego, co trzeba zmienić w Polsce. Żeby tak się stało, tekst ten musi być również zrozumiały i uznany za wartościowy przez polskich pedagogów z urzędów polskich, żeby nie został "odrzucony" przez brak "formalnych" sformułowań na starcie. Przekleństw też nie będzie, chociaż tak jak całe życie do tej tragedii, nie używałam wulgaryzmów, tak po tych wydarzeniach, zabrakło polskich słów by wyrazić, co czułam.

Wracając do roli Kuratorium Oświaty w Polsce. W skrócie, można doczytać na oficjalnych stronach rządowych, że instytucja Kuratorium Oświaty ma za zadanie przede wszystkim nadzoru pedagogicznego nad placówkami oświatowymi, w tym szkołami podstawowymi. Prostymi słowami można to ująć tak. Coś się dzieje, i jest to wina nauczyciela, a dyrektor szkoły nie jest osobą, z którą chciałabyś / chciałbyś rozmawiać w tej sprawie, to odpowiednią osobą jest pracownik kuratorium oświaty.

Przynajmniej tak powinno być. Ale nie jest, co opiszę oficjalnie na moim przykładzie. Niestety niewiele mam dokumentów z tego czasu, bo zaczęłam dokumenty zbierać dopiero właśnie po jednej z wizyt w Kuratorium Oświaty w 2014 roku. I po dobrych radach pracowników, ale niestety nieoficjalnych. Bo te oficjalne rady nie okazały się już takie dobre.

I tym samym, nie mogę nie wspomnieć (to znaczy muszę wspomnieć - dla tłumaczenia w językach bez podwójnego przeczenia), o pewnej ironii w urzędach państwowych. Osoby, które były uczciwe i zależało im na dobru dzieci, miały zazwyczaj nieprzyjemności po tym, jak... pomogły mi w mojej sprawie. A to właściwie, cały ten system, osoby pracujące w tych instytucjach takich jak szkoły, przedszkola, kuratoria itp. pracują dla dzieci szkolnych. I ironią jest to, że tak powinna wyglądać pomoc, do tego powstało kuratorium oświaty, departament edukacji w urzędach. A jest odwrotnie, i takie pomaganie, z dobrymi radami i bez oglądania się na znajomości (i różne układy jak się później okazało) jest w tych urzędach piętnowane wewnątrz urzędów.

Zrozumieją mnie z pewnością i rodzice i nauczyciele, którzy są wysoko wrażliwi. Zazwyczaj takie osoby wiedzą, czy ktoś ma złe intencje, czują to bez wypowiadania tego słowami. Atmosfera czasem staje się nie do zniesienia, wiadomo, że coś się dzieje za czyimiś plecami. Powstają plotki, przykre komentarze, później jakieś nieprzyjemne sytuacje, czasem nawet rękoczyny. Ciężko jest udowodnić coś, co jest dwuznaczne, i nie jest na papierze. Niewiele osób jest odważnych wystąpić przeciwko społeczności nauczycielskiej, żeby nie być narażonym na podobne traktowanie i w konsekwencji wyrzucenie z pracy pod byle pretekstem. Szczególnie nieprzychylność współpracowników jest ciężka do zniesienia w szkołach. W tym wypadku innych nauczycieli. Takie osoby są między przysłowiowym młotem, a kowadłem. Często z braku perspektyw innej pracy zarobkowej lub też z wyboru nauczania dzieci z zamiłowania, dają mimowolnie przyzwolenie na to, jak są traktowani jako współpracownicy, a nie są na tyle odważni, żeby walczyć o swoje prawa w szkole. Nauczyciele tacy są zazwyczaj najbardziej lubiani przez uczniów. Wykluczając oczywiście nauczycieli z tak srogim podejściem do dzieci, że tworzy się efekt Sztokholmski, który to miałam niemiłą okazję obserwować w szkole nr 37.

Złożoność tego, co się dzieje w szkołach jest jednak niezrozumiała dla samych pedagogów. I moje wnioski, jakie kierowałam do Ministerstwa Edukacji w latach 2014 - 2018 w czasie mojej walki ze szkołami podstawowymi, zamiast pozytywnego efektu dały efekt przeciwny. Zaostrzono jeszcze ustawę o edukacji i nadano większy rygor rodzicom i uczniom. Tym powinno się zająć ustawodawstwo (Sejm i Senat) w Polsce. I moim zdaniem dlatego, między innymi, w szkołach był strajk nauczycieli w 2019 roku. A dobrego rozwiązania nie wypracowano do tej pory - luty 2020.


Moja walka na dokumenty zaczęła się w 2014 roku. Sytuacja wyglądała następująco. Moja najstarsza córka była w trzeciej klasie szkoły podstawowej, kiedy młodsza córka rozpoczęła zerówkę w tej samej Szkole Podstawowej nr 37, ul. Jaworowa 8 w Białymstoku.

O tym, jak ważny jest wybór szkoły dla dziecka opisałam tutaj:
https://legalkidnnaping.blogspot.com/2020/01/zerowka-jak-wazny-jest-wybor-szkoy.html

Zanim się zorientowałam, że przyczyną takiego zachowania moich córek są nauczyciele, dokładnie dwie zaprzyjaźnione ze sobą panie wychowawczynie z klasy III starszej córki i klasy "0" młodszej, minęło kilka miesięcy. Tak, że próby przejścia na nauczanie domowe i formalności z tym związane zaczęłam załatwiać dopiero po radach z Departamentu Edukacji Urzędu Miejskiego w Białymstoku oraz Kuratorium Oświaty w Białymstoku.

Oficjalnie jednak skargę na nauczycieli w Szkole Podstawowej w Białymstoku złożyłam znacznie później. A oto odpowiedź jaką otrzymałam z kuratorium.


Pozwolę sobie zacytować połowę odpowiedzi odnośnie tego, jak mnie potraktowało kuratorium, po tym, co opisałam ze szczegółami w październiku 2014 roku, może po zakończeniu spraw sądowych opublikuję również te dokumenty. Na dzień dzisiejszy nie mogę tego zrobić. Więc zamieszczę tylko osobisty komentarz.

Poniżej cytat z powyższego zdjęcia dokumentu - odpowiedzi na kolejne moje pisma z Kuratorium Oświaty w Białymstoku, ul. Kościuszki 9.

"(...)
Jednocześnie odkreślam, że przeprowadzone postępowanie wyjaśniające w przedmiotowej sprawie nie potwierdziło zarzutów Pani stawianych w stosunku do nauczycieli szkoły.

Zrozumiałym jest fakt, że jako rodzic dokłada Pani wszelkich starań i troski, aby dzieci czuły się w szkole bezpiecznie. Należy jednak zaznaczyć, że brak właściwej komunikacji, a w tym konstruktywnego rozwiązywania problemów nie będzie pomocne w wyjaśnianiu nieporozumień oraz sporów, a także może mieć ujemny wpływ na asymijację córek w środowisku rówieśniczym.

Proszę więc o podjęcie refleksji, a także nawiązanie właściwej, wszechstronnej współpracy z kadrą placówki do której dziewczynki obecnie uczęszczają.

Wyrażam nadzieję, że dołoży Pani wszelkich starań, aby Pani córki realizowały we właściwy sposób obowiązek szkolny, do czego jest Pani zobowiązana (zgodnie z art. 18 ust. 1 pkt 2 7 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz. U. z 2004 r. Nr 256, poz. 2572, z późn. zm.)."

Podpisano - Wicekurator Oświaty, pani Wiesława Ć.

Tak też, jak na oficjalnej stronie internetowej Szkoły Podstawowej Nr 37 było zaznaczone, współpraca z Kuratorium Oświaty w Białymstoku była nie tylko zadowalająca. Była porażająco doskonała. Tyle, że na szkodę dzieci i rodziców tejże szkoły w tym i mnie i mojej rodziny.

Śmiem twierdzić, że obie panie się znały z czasów szkolnych, a wspomniane "postępowanie wyjaśniające" odbyło się przy przysłowiowej kawie. Pomijając to, że nauczyciele ze szkół, w tym i dyrektorzy spotykają się na szkoleniach organizowanych z Kuratorium Oświaty.

Moim zdaniem, nie powinno to mieć miejsca.

Dalszą refleksję zostawiam czytelnikom.

Jak bardzo byłam wstrząśnięta po otrzymaniu takiej odpowiedzi, chyba nie muszę pisać. Szczególnie po tym, że opisałam naprawdę dokładnie zdarzenia w szkole, po których wysłuchaniu, prawnik z darmowej porady prawnej, polecił mi iść z tym na Policję, żeby ukarać nauczycielki odpowiednio. W tamtych latach na Policję nie poszłam, obawiałam się, że dodatkowe przesłuchania córeczek z tymi, którymi je straszono - policją i zabraniem przez sąd - tylko pogorszy i tak rozwijającą się fobię szkolną.

Następny wpis będzie o pomocy z Biura Rzecznika Praw Dziecka.

piątek, 31 stycznia 2020

Hałas w szkole - część 2

W poprzednim wpisie tego bloga zapowiedziałam wpis o Kuratorium Oświaty w Polsce. Jednak, poruszyłam wcześniej PROBLEM HAŁASU w szkołach w Polsce (część 1 w linku poniżej).

https://legalkidnnaping.blogspot.com/2019/12/haas-w-szkole-czesc-1.html

Rozpoczęłam tam opisywanie zagadnienia, zaczynając od opisu działań jakie podjęłam, t.j. od wysłania skargi do Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie, ul. Barska 28/30.

W toku domagania się odpowiedniej reakcji i przeprowadzenie kontroli, otrzymałam odpowiedź z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Białymstoku, ul. Fabryczna 2. Zdjęcie dokumentu z dnia 02.02.2017r. umieściłam w poprzedniej części tego, w pewnym sensie, sprawozdania.

Skarga


Przy czym, zaznaczam, że nazewnictwo jest istotne w urzędach i nie należy się wzbraniać od zatytułowania swojego pisma "skarga".

Wysłałam wiadomość e-mail 07-go czerwca 2017 roku, takiej oto treści (nieredagowana kopia):

Witam,

W odpowiedzi na moje pismo do Państwowej Inspekcji Pracy, otrzymałam odpowiedź, że zagadnienia, które zgłaszałam, leżą w kompetencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

Zwracam się więc z prośbą o przeprowadzenie kontroli poziomu hałasu w szkole podstawowej nr 49, ul. Armi Krajowej 32, 15-661 Białystok oraz szkole podstawowej nr 37 w Białymtoku, ul Jaworowa 8. Budynek szkoły nr 49 w którym przebywają dzieci odbija fale dźwiękowe, potęgując natężenie dźwięku do poziomu przekraczający dopuszczalny w miejscu pracy jeśli chodzi o nauczycieli i w miejscu nauki jeśli chodzi o dzieci. Słuch wszystkich osób tam przebywających jest narażony na trwałe uszkodzenia. Zwracam się również z prośbą o skontrolowanie higieny procesu nauczania dzieci najmłodszych w szkole podstawoej nr 49. Zauważyłam, że dzieci te są "wypuszczane" na poza salę lekcyjną nie na przerwach, podczas których mogłyby mieć kontakt z rówieśnikami poza swoją klasą, a cyklicznie, każda klasa osobno."

Oczywiście podpisane imieniem i nazwiskiem, oraz pełnym adresem do korespondencji, co jest wymagane przy korespondencji z urzędami państwowymi w Polsce.


Poniżej zamieszczam, ważną z punktu widzenia problemu hałasu w szkołach w Polsce, odpowiedź Państwowego Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w  Białymstoku, ul. Warszawska 57A, z dnia 21-go września 2017 roku.

odpowiedź Państwowego Inspektoratu Sanitarnego w Białymstoku z dnia 21-go września 2017 roku


Na jakąś ze skarg otrzymałam odpowiedź tylko w formie wyniku opisowego. A jako osoba z wykształceniem technicznym - skończone studia magisterskie na Wydziale Elektrycznym na Politechnice w Polsce - odpowiedź taka nie była dla mnie satysfakcjonująca, właściwie w żadnym zakresie. Pisałam więc dalej i domagałam się przedstawienia szczegółowych wyników badań.


W swoim piśmie - prośbie o kontrolę - adresowanym do Głównego Inspektoratu Sanitarnego w Warszawie wskazałam dwie szkoły podstawowe w Białymstoku: nr 37 (ul. Jaworowa 8) oraz nr 49 (ul. Armii Krajowej 32).

Poniżej przedstawiam pierwszą stronę z kilku stron otrzymanych dokumentów - wyników badań z instytucji odpowiedzialnej za przeprowadzenie takich badań na terenie województwa podlaskiego, jaką jest Wojewódzka Stacja Sanitarno - Epidemiologiczna w Białymstoku, ul. Legionowa 8, w obu szkołach podstawowych znajdujących się na terenie miasta Białystok.



Na cały dokument składały się tabele przedstawiające wyniki szczegółowe pomiarów, jak widać początek owej tabeli na zdjęciu powyżej, plan budynku szkolnego z naniesionymi punktami wykonania pomiarów oraz podsumowanie. Razy dwa - dla każdej szkoły.

Podsumowanie opracowanych wyników pomiarów dla Szkoły Podstawowej nr 49 w Białymstoku (dwie strony na zdjęciach poniżej):

Pierwsza strona opisu wyników pomiarów hałasu w Szkole Podstwowej nr 49 z roku 2017

Druga strona opisu wyników pomiarów hałasu w Szkole Podstwowej nr 49 z roku 2017.


Podobne w treści podsumowanie opracowanych wyników pomiarów otrzymałam również dla Szkoły Podstawowej nr 37 w Białymstoku.

W obu podsumowaniach wyników wyraźnie jest wskazane, że nie można było odnieść się do tego, czy hałas, na który są narażone dzieci poniżej 16 roku życia, może zagrażać ich zdrowiu, tylko na BRAK NORM. Dla dorosłych i młodocianych (nastolatków od 16 do 18 roku życia), zakładając nawet maksymalne narażenie na hałas, normy nie były przekroczone.

Refleksję zostawiam czytelnikom

Ale...

Po pierwsze, samo przedstawienie rzetelnie wykonanych badań, rzetelnie - w mojej ocenie jako magistra inżyniera, wzbudziło zaufanie, że sprawę urzędnicy traktują poważnie, tak jak powinni.

Po drugie, rozwiało pewne wątpliwości, co do natężenia dźwięku podczas dźwięczenia dzwonka szkolnego i hałasu spowodowanego zwykłym przebywaniem na korytarzach dzieci i pracowników szkolnych. I rzeczywiście wyniki badań są alarmujące, ponieważ są bardzo bliskie obowiązujących norm hałasu również na dzień dzisiejszy (styczeń, rok 2020).

I po trzecie, dało pełen obraz tego, czym jest hałas w szkołach i jak duży to problem. W tysiącach szkół w Polsce.

Co dalej?


Niestety nieprzekroczenie ustawowych norm hałasu uniemożliwia pracownikom tych szkół wyegzekwowania od Szkoły Podstawowej, czy od Urzędu Miasta Białystok, odszkodowania tzw. zadośćuczynienia za poniesione szkody, w tym wypadku częściową utratę zdrowia, w postaci częściowej utraty słuchu, jak w moim przypadku.

Jaka jest więc rola Urzędu Miasta i w jakim zakresie powinna zadbać o higienę pracy (BHP) nauczycieli i pracowników szkoły, a także, co ważniejsze, zdrowie dzieci dla których szkoły te w ogóle zaistniały i zostały przeznaczone na ich naukę.

To pytanie zostawię na razie bez odpowiedzi, licząc na to, że dane jakie przedstawiłam pomogą zrozumieć skalę problemu i to w jaki sposób przez zawiłość pracy urzędów i ich ograniczonej odpowiedzialności tonie jedna skarga. Może gdyby takich głosów było więcej, osoby sporządzające raporty zamiast pisać, że "Hałas w przedmiotowych szkołach jest typowym hałasem charakterystycznym dla szkół i nie odbiega w żaden sposób od hałasu występującego w innych nadzorowanych placówkach." poczuły by się bardziej odpowiedziane, żeby zauważyć, że to jest powszechne nie znaczy, że to nie jest problem.

 

Jaka jest na to rada?


Może warto by było zrzeszyć więcej rodziców, którym zależy na warunkach nauki swoich dzieci. I dać pod dyskusję ogólnopolską:
- i hałas w szkołach wywołany nie tylko dzwonkami szkolnymi, bo w niektórych szkołach zrezygnowano z dzwonków w ogóle, ale również ilością dźwięków i ich natężeniem na korytarzach szkolnych w czasie przerw,
- i przeciążenie pracami domowymi,
- i brak czasu na odpoczynek (zagwarantowany w Kodeksie Praw Dziecka),
- i codzienne(!) dźwiganie ciężkich plecaków.

Jeśli chodzi o hałas w szkole, dodatkowym rozwiązaniem jest, i może będę miała na to czas wkrótce, wykonanie swoich badań. A dokładnie zlecenie takiego badania za opłatą firmie specjalizującej się w takich pomiarach.

Na sugestie chętnie odpowiem na moim koncie społecznościowym. Linki do profilów znajdziecie Państwo na moim drugim blogu.

Jestem tylko ciekawa, może nie tylko ja, gdzie jest w tym wypadku Rzecznik Praw Dziecka...

Pozdrawiam,
mama trójki szkolnych dzieci - magister inżynier Magdalena Korzeniewska.

sobota, 4 stycznia 2020

Zerówka - Jak ważny jest wybór szkoły

Poniżej opiszę z własnego doświadczenia to "jak ważny jest wybór szkoły" z poradami i wskazówkami dla Rodziców.

Kolejna przeprowadzka

Mając przed sobą wybór szkoły dla najstarszego dziecka, zdecydowałam się na szkołę, która nie była na tym samym osiedlu na którym mieszkałam. Dlatego też, ze względu na szkołę przeprowadziliśmy się z ulicy Wiejskiej w Białymstoku na osiedle Dziesięciny, tylko dlatego, że zapisałam córkę do szkoły nr 37 - Szkoła Podstawowa nr 37 w Białymstoku, ul, Jaworowa 8.

Zaznaczam, że głównym powodem tamtej zmiany miejsca zamieszkania był wybór szkoły dla dziecka.

Myślę, że śmiało można sformułować tezę, że na równi z miejscem pracy rodziców, wybór szkoły jest dla rodziców nadrzędny w życiu rodziny. I jest to w dzisiejszym społeczeństwie norma w większych miejscowościach czy miastach w Polsce.


Sześciolatki do szkół

Rocznik 2008 był pierwszym rocznikiem dzieci, który w Polsce nakazywał obowiązek szkolny dzieciom o rok młodszym, niż było to ustanowione do tej pory. Do czasu wprowadzenia tej ogromnej zmiany w ustawie oświatowej ("Ustawa o systemie oświaty" z dnia 7 września 1991 r., z późniejszymi zmianami, aktualna na rok 2013) rodzice mieli obowiązek zapisać dziecko do wybranej przez siebie szkoły jako siedmioletnie (7-letnie). W praktyce i tak ze szkoły obwodowej (najbliższej miejsca zamieszkania) przychodziło wezwanie do odbycia przez nie "jednorocznego przygotowania przedszkolnego" potocznie zwanego "zerówką". To, czy to miałaby być zerówka w przedszkolu, czy w wybranej szkole, należała do rodziców, i tego zmiany w ustawie nie obejmowały. czyli również zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej to do rodziców należał i należy wybór placówki - przedszkola czy szkoły spośród wszystkich zarejestrowanych w Polsce jako placówki edukacyjne.

Od tamtego czasu do pierwszej klasy miały iść dzieci sześcioletnie (6-letnie). A do zerówki miały być zapisywane dzieci pięcioletnie (5-letnie).

Jak wielka to jest różnica, każdy doświadczony pedagog mógłby powiedzieć, i ci którzy posiadali taką wiedzę byli przeciwni wprowadzeniu poprawek do ustawy o obowiązku szkolnym, przesuwające obowiązek szkolny dla o rok młodszych dzieci.

Tak się złożyło, że dopiero po moich ciężkich doświadczeniach młodszej córki w zerówce, tragedii jaka była tego następstwem, listach - e-mailach do Ministerstwa Edukacji w Warszawie, Sejm w czasie nocnych obrad w roku 2018 zniósł obowiązek szkolny dla 6-latków i przedszkolny dla 5-latków.


Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej a Edukacja w Polsce

Najwyższy akt prawny w Polsce to Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Następne jakoby "pod" prawami zawartymi w Konstytucji R.P. są ustawy, w tym "Ustawa o systemie oświaty". 
Jeśli więc cokolwiek jest niezgodne z Konstytucją, jest bezprawne.


Konstytucja, którą studiowałam szukając pomocy, nieco się różniła od tej, która znajduje się obecnie (rok 2019) na informacyjnych stronach rządowych i przyrządowych. Część tekstu Konstytucji mówiąca o edukacji wyraźnie wskazywała, że "obowiązek szkolny" to nazwa ustawy, a Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej jest zbiorem Praw Obywatela Rzeczypospolitej Polskiej. Co oznacza tyle, że w międzyczasie zmieniła się treść Konstytucji dostępna w formie cyfrowej.

Oznacza to również, że cały system kontroli chodzenia dzieci do szkół w Polsce był BEZPRAWNYM procederem zmuszania dzieci do chodzenia do szkół do 18 roku życia.

Według Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej to jest po pierwsze PRAWO nie OBOWIĄZEK. A po drugie, obowiązek szkolny zapisany w ustawie - a NIE w Konstytucji! - obejmuje dzieci do ukończenia szkoły podstawowej, a nie do ukończenia przez nich 18 roku życia!

Czyli, te tysiące dzieci w Polsce, które miały kuratora sądowego były zmuszały do nauki w szkole do 18 roku życia (a czasem do ukończenia szkoły średniej) zupełnie bezprawnie. A kuratorzy zamiast pomagać rodzinom działali niezgodnie z Konstytucją na szkodę rodzin narażając zdrowie tych dzieci. Każde takie dziecko (już zapewne pełnoletnie) może się domagać od Państwa Polskiego zadośćuczynienia - odszkodowania - za poniesione straty moralne, i inne, udowodnione w sądzie. Uprzedzam jednak, że większość sądów w Polsce nie działa jak przewiduje ustawa o sądach powszechnych, nie jest "pro" obywatelska i lepiej jest w każdym przypadku iść na poradę prawną (i to nie jedną). Polecam bezpłatne "punkty pomocy prawnej", w każdej miejscowości dostępne nieodpłatnie, i tam pomogą Wam prawnicy czy radcy prawni. A że w Polsce tylko osoby z wyższym wykształceniem prawniczym mogą udzielać porad i być aktywnym zawodowo, zatem, każda taka porada w punkcie pomocy prawnej z pewnością będzie fachowa. I, co może być istotne z punktu widzenia etyki zawodowej, nie będzie naciągana na bezowocne manewry przez adwokata, by ten mógł zarobić jak najwięcej.

Tak na marginesie, sędziowie, posiadający podejrzenia naciągania strony w sprawie sądowej powinni upomnieć takiego adwokata, czy radcę prawnego pisemnie czy ustnie na sali rozpraw, z wyraźnym pouczeniem stron w sprawie o jego prawach. Czy tak się dzieje, tego już można się dowiedzieć tylko przez tak zwaną pocztę pantoflową, podstawą w marketingu "reklamy szeptanej", czyli z plotek. Oficjalnie nikt nie będzie na tyle odważny, żeby takiej informacji udzielić.

Zerówka w szkole nr 37 w Białymstoku

Wracając do tematu przewodniego wyboru szkoły, najważniejszym jest nauczyciel prowadzący i ogólnie nastawienie pracowników dydaktycznych - nauczycieli w rozumieniu ustawy, do rodzica i do tego, jakie funkcje społeczne powinna obejmować szkoła jako placówka wychowawcza. To, że szkoła pełni funkcję wychowawczą zdają się zapominać nagminnie sędziowie w sądach rejonowych (najniższa ranga sądów) i pełną odpowiedzialność za wychowanie oraz zachowanie się dzieci upatrują w funkcjonowaniu rodziny.

Zatem, jednym z podstawowych kryteriów, jakie teraz, będąc mądra po szkodzie, przyjęłabym, byłoby właśnie porozmawianie z Dyrektorem Szkoły Podstawowej. I upewnienie się, co do funkcji jakie szkoła ma za zadanie wypełniać. Mglista odpowiedź ogólnikami albo hasłami brzmiącymi jak wyborcze, dyskwalifikowałaby daną szkołę na starcie. Ponieważ to Dyrektor Szkoły jest zobligowany do zapewnienia dzieciom odpowiednich warunków, zatrudnienia odpowiednich i wykwalifikowanych pracowników - nauczycieli - do nauczania dzieci.

Z jednej strony to przed Dyrektorem Szkoły odpowiadają nauczyciele za wyniki swoich uczniów, za ich szkolne wychowanie i do Dyrektora Szkoły, czy Rady Pedagogicznej należałoby usunięcie dyscyplinarne nauczyciela.

Z drugiej strony nauczyciele odpowiadają przed Rodzicami, którzy mogą swoje skargi zgłosić do Kuratorium Oświaty odpowiadającemu rejonowi szkoły. Jaką funkcję pełni Kuratorium Oświaty w Polsce, czy raczej, jakiej nie pełni, opowiem w następnych wpisach.

Tym bardziej przed wyborem szkoły czy przedszkola nie trzeba unikać rozmów z nauczycielami, poznając osoby jakie będą prowadzić zajęcia w zerówce, w razie jakichkolwiek oznak, że coś jest nie tak jak powinno być, należy nie bać się zajść do Dyrektora Szkoły i o tym powiadomić.

Niestety w mojej historii zdarzyła się sytuacja, że wychowawcą zerówki była osoba, która podporządkowywała sobie rodziców i sprawiała wrażenie miłej starszej kobiety. Okazało się dopiero w roku szkolnym, jakie problemy może sprawić taka "miła" pani. Byłam świadkiem jak dwie uczennice leżały u niej na zapleczu na brzuchach, z głowami skierowanymi do okienka (małe okienko na zapleczu jak w piwnicy). Byłam wtedy na tyle zastraszona, że podświadomie zignorowałam tą sytuację, pytając tylko panią wychowawczynię, co tam robią te dzieci. Odpowiedziała, że "płakały" i są "niewyspane", więc odpoczywają na zapleczu. Innego razu głośno się śmiała ze swojego żartu, że jak dzieci nie będą cicho, a opłacałam wtedy jakąś wycieczkę, to pozakleja im buzie taśmą klejącą.

Nie byłam na tyle zapobiegliwa, żeby to nagrać. Zresztą, na powiedzenie o tym komukolwiek odważyłam się dopiero po tym, jak sytuacji robiła się z dnia na dzień coraz gorsza. Do tej pory jednak matka obu bliźniaczek przeniosła je do innej szkoły.

Dodam, że owa Pani była bardzo szanowana przez grono pedagogiczne tej szkoły. Wybierana była do różnych rad, i zasypywana komplementami jej wyników w dyscyplinowaniu uczniów.

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej


Oficjalny serwis informacyjny Ministerstwa Edukacji Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej znajduje się pod adresem https://www.gov.pl/web/edukacja

Gdyby się okazało, że jednak szkoła którą wybraliście, nie spełnia waszych oczekiwań, można przenieść dziecko do innej szkoły w trakcie trwania roku szkolnego (w Polsce rok szkolny trwa od września do czerwca).

Można również złożyć wniosek do szkoły o "spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą", tak zwana "edukacja domowa" lub "nauczanie domowe."

Nie jest to nauczanie przez nauczyciela, z jakim to błędem spotkałam się w wypowiedziach nawet samych nauczycieli nie będących w temacie.

To w nauczaniu indywidualnym nauczyciel jest zobowiązany do nauczania dziecka w jego domu, czy na terenie szkoły, w zależności jak i co jest potrzebne. 


Nauczanie domowe - edukacja domowa


W nauczaniu domowym dziecko może chodzić do szkoły tylko na egzaminy, co pół roku, lub co roku. Zgoda Dyrektora Szkoły na na taką edukację jest wydawana bezterminowo lub do zakończenia edukacji w tej szkole. Niezdanie przez dziecko egzaminów końcowych (na koniec roku szkolnego) cofa automatycznie zgodę na nauczanie domowe w tej szkole.

W obu przypadkach, czy rodzice chcą wystąpić o nauczanie domowe, czy indywidualne, muszą mieć opinie z poradni psychologiczno-pedagogicznej (niekoniecznie państwowej). W przypadku edukacji domowej na wniosku do poradni należy wpisać cel wydania opinii tej poradni jako "edukacja domowa" czy "nauczanie domowe" czy "spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą.

Poradnia psychologiczno-pedagogiczna ma obowiązek ocenić zdolność uczenia się dziecka, co odbywa się zazwyczaj na jednym czy dwóch spotkaniach z psychologiem, pedagogiem i logopedą poradni. Rozmowy są przeprowadzane z rodzicem a później z dzieckiem i to nazywa się "badaniem" odpowiednio psychologicznym, pegagogicznym i logopedycznym.

Z uwagi na to, że badanie to jest dość ważne, i na podstawie tego badania będzie oceniona zdolność do uczenia się waszego dziecka, należy przede wszystkim zadbać o to żeby Wasza pociecha była zdrowa, nawet nie trochę przeziębiona, i miała dobre nastawienie do rozwiązywania testów. Jeśli coś jest nie tak, należy przełożyć termin badania i nie mieć oporów do egzekwowania tego w poradni.


Na stronach Ministerstwa Edukacji można znaleźć wszystkie informacje. Pamiętajcie o hierarchii ważności aktów prawnych. I o Waszych prawach jako Rodziców zapisanych w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.


Wybór szkoły i nauczyciela


Podsumowując, Rodzic ma prawo do wyboru szkoły, i jest to prawo nadane na mocy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Tylko takie prawo wyboru gwarantuje współpracę szkoły z nastawieniem na kształcenie ucznia i dopasowanie się nauczycieli do indywidualnych potrzeb ucznia - Waszego dziecka.

Brak tego wyboru jest katastrofalny w skutkach. I można zaobserwować bardzo ciężkie przypadki, w których szkoła staje się czymś w rodzaju klawisza więziennego.


W następnym wpisie rola Kuratorium Oświaty w Polsce.

poniedziałek, 23 grudnia 2019

List otwarty do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dnia 27 września 2018 roku na Facebook'u opublikowałam osobiście List otwarty do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Pełną treść listu otwartego zamieszczam poniżej.

Do tej pory nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, ani wzmianki ani od Prezydenta Polski, ani z Kancelarii Prezydenta, pomimo kopiowania linku do treści listu na stronie innego portalu społecznościowego, z tagiem (adnotacją) do osób obsługujących oficjalny profil Kancelarii Prezydenta Reczypospolitej Polskiej - na stronie twitter.com. W czasie publikowania listu jak i obecnie Prezydent Polski to pan Andrzej Duda.

List otwarty do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
#prezydent #Polska

-----------------------------------------------------------

Szanowny Panie Prezydencie,

W licznej korespondencji do Pana przez Kancelarię Prezydenta prosiłam o pomoc i wsparcie. Otrzymałam porady prawne, które owszem, były dla mnie pomocne w poprzednim roku kalendarzowym, ale to, jak widać, jest za mało, żeby pomoc samotnej matce, którą upokorzono do granic możliwości rozbijając rodzinę, i to w jej rodzinnym kraju.

Zostałam sama. Zabrano mi dzieci. Nie mam środków finansowych na utrzymanie mieszkania, z którego zabrano mi dzieci, pomimo pomocy finansowej z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Pomoc ta nie pokrywa moich minimalnych potrzeb życiowych z wynajmem tego mieszkania włącznie. To mieszkanie, w którym mieszkałyśmy z dziećmi przed największą tragedią, jaka może spotkać dzieci, oprócz śmierci matki, było dla nich ostatnim miejscem w którym miały najważniejsze, z psychologicznego punktu widzenia w życiu dziecka, poczucie bezpieczeństwa.
Urząd Miejski w Białymstoku ściga mnie z urzędu za kare sprzed 4 lat, którą zapłaciłam tylko dlatego, ze nie miałam opinii pedagogiczno-psychologicznych udowadniających zły stan zdrowia moich córek i tym samym niemożliwość ich nauki w szkole. Tym samym jednak dla urzędów, które powinny mi pomoc, stałam się łatwą ofiarą, a uczciwe zapłacenie kary to jak przyznanie się do winy. Tak i dla Szkoły podstawowej nr 37 w Białymstoku, przy ulicy Jaworowej 8, i dla Urzędu Miejskiego w Białymstoku. Następstwo powielania traktowania mojej osoby i mojej rodziny przez następne urzędy mające dostęp do moich danych opisujące sytuacje rodzinna, było tak oczywiste dla pedagog szkolnej szkoły nr 37, pani Zubrzyckiej, ze przewidziała to, co się wydarzyło kilka lat później. Mowa o zabraniu dzieci przez sąd rodzinny. Pomimo zmiany otoczenia i przeprowadzki do Legi pod Ełkiem w maju 2015 roku i kilku latach walki z ludźmi z systemu edukacji, 31 maja 2017 roku niespodziewanie zabrano mi dzieci, bez mojej wiedzy o wyroku sądu w Ełku.

Moja tragedia trwa nadal.

Nie mam niestety politycznych koligacji rodzinnych, ani oddanych znajomych na stanowiskach w partii rządzącej. Musze liczyć tylko na to ze moja uczciwość i prawda zwycięży. Do kogo mam się zwrócić, jeśli nie do głowy państwa w której wydarzyła się taka tragedia. Trwam w nadziei ze ktoś doczyta się prawdy i zwróci mi dzieci.

Nadchodzą wybory samorządowe, 21-go października 2018 roku wyborcy staną przed ważnym wyborem, który mam nadzieje przemyślą. Myślę, ze warto nadać mojej tragedii wymiar międzynarodowy i nagłośnić w mediach zagranicznych, żeby przestrzec rodziny przed takim traktowaniem i żeby nie powieliły moich błędów, a walczyły i używały ostrych rozwiązań, bo mediacje i tłumaczenia niestety nic nie dają.

I tak, pan dyrektor szkoły w Chełchach, pan Karol Marchel, był tak zaangażowany w wybory, które się odbywały w wcześniej, ze zaniedbał swoje obowiązki jako dyrektora szkoły wobec mojej rodziny i dzieci. Wójt Gminy Ełk, pan Tomasz Osewski, również nie stanął na wysokości zadania i zamiótł sprawę pod przysłowiowy dywan, a jest kandydatem w tegorocznych wyborach. Odradzam również wyborcom jego kandydaturę z cala stanowczością.

Zwracam się niniejszym do Pan prezydenta o zauważenie mojej tragedii i pochylenie się nad najważniejszą komórką w każdym państwie, czyli rodziną. O analizę mojej sprawy i wyciągnięcie wniosków dla przyszłych pokoleń. O uczynienie tego, co w przepisach prawa może uczynić Prezydent 38-milionowego kraju dla zrozpaczonej matki i rozbitej przez państwo rodziny.

Z poważaniem, Magdalena Korzeniewska.
-----------------------------------------------------------
I uważam, że porady zawarte w moim apelu do prezydenta Polski są dalej aktualne.

W mojej historii zwracałam się do wszystkich instytucji w Polsce. Bez rezultatu.

piątek, 20 grudnia 2019

Hałas w szkole - część 1

Hałas w dużej części szkół w Polsce jest na tyle duży, że nie tylko wpływa na psychikę dzieci, ich zdolności przyswajania wiedzy, w tym zdolność koncentracji na zajęciach dydaktycznych, ale również na zachowania poza szkołą. Konieczność nauki w takiej szkole naraża ich zdrowie psychiczne oraz naraża na całkowitą lub częściową utratę słuchu.

I co najbardziej zatrważające, jak do tej pory - grudzień 2019 roku, instytucje odpowiedzialne za stworzenie takich warunków nauki uczniom i pracy nauczycielom, oraz instytucje nadzorujące te warunki w każdym aspekcie tej sprawy, nie podjęły działań, celem których byłoby zlikwidowanie wyżej wspomnianych zagrożeń.

Okręgowy Inspektorat Pracy

Pismem z dnia 01 grudnia 2016 roku przedstawiłam powyższy problem hałasu w szkole oficjalnie, już nie w mediach społecznościowych, ani rozpytując znajomych.

Okręgowy Inspektorat Pracy w Warszawie, ul. Barska 28/30, 02-315, przesłał moją skargę do odpowiedniej jednostki odpowiedzialnej w Białymstoku.

Poniżej zamieszczam odpowiedź z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Białymstoku.

zdjęcie pisma z Okregowego Inspektoratu Pracy w Bialymstoku


Aktualizacja w dniu 31. styczeń 2020r.
HAŁAS W SZKOLE część druga:
https://legalkidnnaping.blogspot.com/2020/01/haas-w-szkole-czesc-2.html

Do dnia dzisiejszego nie ma norm określających poziom hałasu dla innej grupy wiekowej niż dla dorosłych i młodocianych.

czwartek, 19 grudnia 2019

Kilka słów celem przybliżenia...

Witam Was na moim prywatnym blogu z dokumentami, przedstawiającymi historię, na razie jedną - moją, zabrania dzieci do domu dziecka bezprawnie i bez przyczyny.

Swoją historię zaczęłam udokumentowywać dopiero w czasie, jak Szkoła Podstawowa nr 37 w Białymstoku (ul. Jaworowa 8, 15-808, Białystok), zgłosiła mnie, jako samotną matkę wychowującą trójkę niepełnoletnich córek, do Sądu Rejonowego w Białymstoku, z zarzutem...

I tutaj zostawię na później przedstawienie dokładnego zarzutu wyżej wymienionej szkoły, ponieważ toczy się jeszcze sprawa sądowa. Opublikuję pełną dokumentację (z pewnymi wycinkami) dopiero po jej pełnym zakończeniu powrotem dzieci do domu i zamknięciem sprawy sądowej.

Tym samym zapraszam do subskrybowania, zapisania w ulubionych w przeglądarce, by ze mną przejść jeszcze raz męczarnię jaką przechodzę. Moją nadrzędną myślą tworząc ten blog, jest pomoc rodzicom, takim jak ja, uwikłanym w strach o swoje dzieci w systemie edukacji. Bo od problemów ze szkołą podstawową się zaczęło. W tamtym okresie wystarczyłaby jedna decyzja Dyrektora Szkoły Podstawowej w Białymstoku, a ominęło by mnie traumatycznych kolejnych kilka lat.

Niestety tak się nie stało. Będziecie mogli Państwo sami ocenić, na ile decyzje poszczególnych osób były racjonalne, a przede wszystkim zgodne z prawem.

Zapraszam.