piątek, 14 lutego 2020

Rola Kuratorium Oświaty w Polsce w latach 2013 - 2020 w tragedii rodzinnej

Przed opisaniem braku pomocy, czy raczej bardzo ograniczonej pomocy, ze strony Rzecznika Praw Dziecka w Polsce w latach 2016 - do teraz, opiszę rolę Kuratorium Oświaty w szkolnictwie z punktu widzenia rodzica ucznia szkoły podstawowej.

O tym, jak ważny jest wybór szkoły już chyba nikogo nie muszę przekonywać. Nie warto zdawać się na ślepy los, i wierzyć "że jakoś tam będzie". Owszem, sama jestem skierowana na duchową część ludzkiej natury i wierzę, że Bóg, czy wszechświat podsyła nam odpowiednie osoby. Ale gdzieś jest granica między tym, co ludzkie, a tym co boskie. I moim zdaniem, jeśli jest to możliwe, zawsze warto wziąć sprawy we własne ręce. Okazją do tego, żeby zadbać o dobre samopoczucie, zdrowie i fizyczne i psychiczne naszego dziecka i przede wszystkim najważniejsze w jego życiu poczucie wartości, jest zainteresowanie się tym, do jakiej pójdzie szkoły i jakie będzie miało środowisko rówieśnicze.

Dla bardzo zdolnych dzieci polecam edukację domową.

Typowa polska państwowa szkoła nie jest w stanie zagwarantować edukacji na najwyższym poziomie dla małego geniusza. I to nie przez to, że nauczyciele się nie starają, ale przez tak skonstruowany system edukacji. Jeśli nie macie Państwo szkół prywatnych, albo funduszy na szkołę prywatną, idealnym wyjściem jest "nauczanie domowe" tzw. "edukacja domowa".

W mediach społecznościowych takich jak facebook, czy twitter, możecie zapisać się do grupy rodziców, którzy już wybrali takie nauczanie. Warto poszukać odpowiedzi na swoje pytania w już poruszanych postach, dopytać, czy coś się nie zmieniło w przepisach oraz nawiązać kontakty - może już w waszej miejscowości są rodzice, i moglibyście się spotykać z dziećmi na wspólne "lekcje" czy wycieczki. W gazecie miasta Ełk bodajże w roku 2015 czy 2016 był reportaż o grupie rodziców z nauczaniem domowym, wspólnie organizującymi spotkania dzieci, dając możliwość innym rodzicom pracy zarobkowej w tym czasie.

Wracając do Kuratorium Oświaty, o tym, jak zostałam potraktowana zgłaszając nieprawidłowości w Szkole Podstawowej nr 37 w Białymstoku, u. Jaworowa 8, wg prawnika podlegające nawet pod paragrafy z kodeksu karnego, opisałam wcześniej.

Jednak to nie wszystkie błędy tej nadrzędnej instytucji nad szkołami, jakim jest w Polsce Kuratorium Oświaty w mojej sprawie, doprowadzające do tragedii rodzinnej. I z relacji innych osób wiem, że nie tylko mojej.

Będąc pomiędzy przysłowiowym młotem a kowadłem, szukałam porad wszędzie. Z relacji innych rodziców (szczególnie tej szkoły) i spraw - skarg poprzednich do Kuratorium Oświaty w Białymstoku dowiedziałam się, że to ślepa uliczka. Niestety, chyba jeszcze za mało wiedziałam o tym, jak funkcjonuje "mafia" urzędowa, wierzyłam, że mi się uda. A chwalenie się "ścisłą współpracą" szkoły podstawowej nr 37 w Białymstoku z Kuratorium Oświaty w Białymstoku to nawet coś więcej.

I do dzisiaj nie mogę wyjść z szoku, że to jest "normalne" i społecznie akceptowane. Okazało się bowiem, że to Kuratorium Oświaty dba o to, żeby taka ścisła współpraca miała miejsce. Przez organizację szkoleń dla dyrektorów szkół, nauczycieli, i innych podobnych zebrań dla podrzędnych sobie szkół!

Może kilka słów wytłumaczenia dla tych z Was, którzy nie znają systemu edukacji i moralności w Polsce. Jednostka nadrzędna dla szkoły ma za zadanie głównie sprawdzać jakość nauczania, ale i teoretycznie powinna pomagać rodzicom w dochodzeniu ich praw w szkołach im podlegających. Teoretycznie to strona obrony dla rodzica, kiedy coś niedobrego w szkole się wydarzyło. Instytucja ta powinna też pomagać rodzicom w ich dążeniach do wyegzekwowania od nauczycieli równego traktowania wszystkich uczniów, braku mobbingu itp. Niestety, dając nauczycielom szkolenia, niwelują tą cześć swojej powinności. Nie tylko przestają być neutralni w swoich czynnościach podejmowanych w sprawach między rodzicami a nauczycielami, a stoją po stronie nauczycieli! Jak może się Kuratorium Oświaty przyznać do błędu, jak sami szkolą tych, których mają za zadanie sprawdzać i rozliczać!?

Przypuszczam, że powstanie z tego materiału (dokumenty są do wglądu osób uprawnionych w urzędach) wiele prac magisterskich, doktoranckich, a może nawet profesorskich uświadamiających rolę socjologii na stanowiskach bezpośrednio związanych z rodziną i roli urzędników.

Od 2014 roku nauczona przykrym doświadczeniem, że w urzędach liczą się tylko dokumenty, zaczęłam zbierać dokumenty. Już sam fakt poproszenia nauczyciela o notatkę urzędową, czy inne udokumentowanie pisemne jego słów, zmieniało nastawienie i traktowanie mojej osoby przez tego nauczyciela. I niekoniecznie taką notatkę otrzymywałam. Na domiar złego, zostawałam "oznaczona" jako "problematyczna" co najmniej. Plotka, baza marketingu szeptanego działała też bardzo szybko. Głównie dzięki tym szkoleniom o których pisałam wcześniej.


I paradoksalnie też samo zwrócenie się o coś na piśmie, jest już traktowane przez nauczycieli jako atak. Paradoksalnie dlatego, że bez dowodów na piśmie i innych, np. nagrań dźwiękowych, czy wideo, w sądzie są marne szanse na wygraną. W sądzie, bo zazwyczaj sprawa i tak trafia do sądu, liczą się świadkowie i dowody. A dowody najbardziej. Nie chciałabym sugerować, czy to jest dobra droga do rozwiązania waszych problemów, czy nie jest. Znam ból tego, jak wygląda sprawa w sądzie w Polsce. Na każdą sprawę i problem trzeba i tak spojrzeć indywidualnie. Może znajdzie się jakieś inne niestandardowe, mniej bolesne, rozwiązanie, czego Wam życzę.

Chyba nikogo z Was nie dziwi, że mam nawet po tylu latach wielki żal do do nauczycieli szkoły podstawowej nr 37 w Białymstoku. Bo to nauczyciel - urzędnik powinien właściwie ocenić sytuację, podać pomocną dłoń, i w żadnym wypadku nie straszyć zabraniem dzieci, jak to miało miejsce w naszym przypadku. Może szkoda, że nie nagrywałam wtedy swojego życia, wszystkich wizyt urzędników, czyli nauczycieli, pomocy społecznej, wizyt kuratorów i innych. Miałabym niezbite dowody na to, co jest w dokumentach pewnych instytucji, i jaką nieprawdę urzędnicy są w stanie napisać, żeby... Nie wiem, bo mi się to nie mieści w głowie, ale wydaje się, że jedynym powodem, jest to, żeby nie stracić pracy i zakryć swoje poprzednie błędne decyzje, swoje, lub bliskich współpracowników. I mogą posunąć się do zniszczenia rodziny, takiej jak moja, za cenę ujawnienia.

Ja byłam zastraszana. Bo to już jest "zastraszanie". Odpowiednie paragrafy w kodeksie karnym prawa polskiego podpowie Wam każdy policjant czy prawnik.

Na zakończenie dodam, że do dnia dzisiejszego, tj. 2 marca 2020 roku, nikt do mnie się nie zgłosił, ani z Kuratorium Oświaty w Białymstoku ani ze Szkoły Podstawowej nr 37, żeby w jakiś sposób naprawić szkody.



Tak przy okazji, wybaczcie taką słabą chronologię, ale bieżące sprawy nie pozwalają mi na poświęcenie więcej czasu na wrzucenie dokumentów z instytucji o których piszę. Mam zamiar wrzucić kilka dokumentów z Kuratorium w miarę możliwości w najbliższym czasie. Przypuszczam, że utworzę wpisy dodatkowe, i w tym wpisie tylko dodam link do skanów, czy zdjęć, żeby się nie pogubić w tematach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz